Geocaching – jak NIE zaczynać zabawy

Niejeden z nas miał okazję już tego doświadczyć. Powiadomienie o nowej skrytce, odległość niewielka, szybka decyzja – jedziemy! Przy odrobinie szczęścia trafia się nawet FTF, ale nawet jeśli jest się którymś z kolejnych znalazców, znalezienie dostarcza frajdy (szczególnie jeśli nie należy się do fanów FTFów ;-)).

Czasami jednak docierając na miejsce wskazywane przez współrzędne przeżywamy rozczarowanie. Zamiast pojemnika po filmie lub popularnego PET a znajdujemy śmieciowy pojemnik, z logbookiem w postaci kartki papieru wyrwanej z zeszytu. Spojrzenie na profil założyciela od razu daje odpowiedź dlaczego – pięć znalezień a już siedem założonych skrytek (z czego 6 już tymczasowo nieaktywnych). Owner nie reaguje na wiadomości ani uwagi wpisywane w internetowym dzienniku. Do tego jeszcze jakieś absurdalne wartości trudności zadania i terenu, nawet jeśli pojemnik widać z daleka i można go podjąć bez wysiadania z samochodu.

Oczywiście po samym opisie można już ocenić czego należy się spodziewać i taką skrytkę po prostu ignorować, jednak czasami jesteśmy w okolicy i podejmujemy ryzyko. „Logbook” pokreślony, zupełnie inna nazwa skrytki (czasami jednej z aktualnie nieaktywnych tego samego autora), czy w ogóle znaleźliśmy właściwą skrytkę?
logbook

Kilka głębokich oddechów, za 180m mamy następną skrytkę. Założyciel ten sam, kesz przy ruchliwym skrzyżowaniu. Podobno magnetyk na wysokości kolan, jednak pojemnik znajdujemy w trawie. Początkującym keszerom nawet by do głowy nie przyszło, że to skrytka – fragment rurki oklejonej taśmą i dopasowana na szybko zatyczka. Przy pierwszym sprzątaniu okolicy kesz zniknie zupełnie. W środku oczywiście niedbale wyrwany pasek papieru, który służy za logbook. Prawdopodobnie miał być etapem multicache, bo zawiera przekreślony napis „Drugi etap” wraz z współrzędnymi.

Taki „zakładacz” nie poprzestaje na dwóch keszach. Muszą być co najmniej trzy! Trzeci na pewno się jakoś wyróżnia – rozmiar „large” wygląda zachęcająco a odległość (170m) na tyle niewielka, że ryzykujemy. Po przedarciu się przez gęstwinę, docieramy do punktu zero. W hincie znajdujemy tylko zdawkowe „nisko” (lub w ogóle brak wskazówki, bo i po co?), w okolicy nic podejrzanego, ot las. Po dwudziestu minutach czytamy logi poprzedników, gdzie znajdujemy.. poprawne współrzędne, „zaledwie” 30m od tych, które podał autor. Po krótkim spacerze, wygrzebujemy ze starego pnia dwa kilogramy liści i kory, aby pod wielkim kamieniem odkryć..
buraczkii

Buraczki! Po otwarciu wita nas charakterystyczny zapach, więc nawet bez napisu na nakrętce wiadomo co przed logbookiem było w słoiku.

To, co znajdujemy właściwie nawet nie powinno być skrytką, ale kolejni poszukiwacze widząc ikonkę na mapie podejmują się poszukiwań i logują „Found it!”. Założyciel ma z tego satysfakcję? Zazwyczaj w logu nie przeczyta nic więcej poza „log zbiorczy” lub „TFTC!”. Właściwie to pewnie nawet nie przeczyta, bo ostatnio logował się pół roku temu..

Oczywiście każdy zaczyna od tego samego poziomu i większość już po piątym znalezieniu chce założyć swoją pierwszą skrytkę. Codziennie pojawia się w Polsce kilkudziesięciu nowych użytkowników, kilku z nich z pewnością pójdzie wyżej opisaną ścieżką. Społeczność od dawna sugeruje, aby zmienić zasady tak, aby założenie pierwszego kesza było możliwe po co najmniej stu znalezieniach. Dopóki takiego zapisu nie będzie w regulaminie, będziemy trafiać na tego typu „śmieciokesze”. Można narzekać na recenzentów, jednak należy pamiętać, że ich rola sprowadza się jedynie do sprawdzenia zgodności z regulaminem i nie mają narzędzi, które pozwoliłyby powstrzymać zakładanie kiepskich skrytek.

Zdarza się, że ktoś, kto znalazł zaledwie kilka skrytek założy od razu znakomitego kesza. Ale taki założyciel z pewnością najpierw przejrzał nie tylko regulamin, ale i sporo materiałów w internecie i zainwestował w swoją pierwszą skrytkę sporo czasu i – nierzadko – pieniędzy. Takim zakładającym należy się wręcz kilka ciepłych słów w logu, niestety są w mniejszości.

Geocaching sprawia coraz mniej przyjemności po kilku takich „gniotach”. Na szczęście problem dotyczy prawie wyłącznie skrytek tradycyjnych – inne typy znacznie przerastają możliwości takich „zakładaczy”.