Verenne – rodzinny geocaching

W Internecie nie brakuje blogów, których wiodącą tematyką jest geocaching. W Polsce (jeszcze) nie ma ich zbyt wiele, jednak te, które istnieją z pewnością mają swoich stałych czytelników. Poniżej wywiad z autorką bloga, który był prawdopodobnie pierwszym polskim geoblogiem: Verenne – rodzinny geocaching. Nawet jeśli go znacie i czytacie, z pewnością znajdziecie kilka ciekawostek poniżej.

Pod jaką nazwą prowadzisz bloga i gdzie w internecie można go znaleźć?

Moja strona zatytułowana jest „Verenne. Rodzinny geocaching” i można ją znaleźć pod adresem verenne.pl. (Verenne to także mój nick na GC i OC). Blog posiada również swój fanpage na Facebooku, natomiast na Instagram wrzucam zdjęcia skrytek i miejsc, które odwiedziliśmy podczas keszowania i nie tylko.

Od kiedy jesteś geokeszerką i kiedy rozpoczęłaś pisać bloga?

Staż geokeszerski mam raczej krótki, bo zaczęliśmy rodzinną zabawę w lutym 2014r. Od razu wyjaśnię, że formalnie to ja jestem zarejestrowana w serwisach geokeszerskich, ale bawimy się we trójkę: ja, mój mąż i nasza córka. Czasami grasujemy w poszerzonym składzie z moim bratem, jego żoną i córką.
Skrytek na koncie nie mam za wiele, gdyż nasz styl zabawy jest specyficzny: na spokojnie, bez pośpiechu, bez nacisku na jakiekolwiek rekordy. Kiedy zaczynaliśmy zabawę, nasza córka miała 5 lat i to przede wszystkim jej chęci i wydolność braliśmy pod uwagę podczas wycieczek. Teraz jest starsza, ale styl został podobny. Zwykle szukamy „skarbów” niejako przy okazji, czasem robimy wypady typowo „na kesze”, ale wciąż bez zbędnej spiny 😉
Natomiast blog verenne.pl ruszył w grudniu 2014 r., choć jest na nim kilkanaście postów z lat 2010 – 2014, przeniesionych z mojego poprzedniego bloga. W ogóle jest to któraś z kolei strona, prowadzona przeze mnie w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Równocześnie jest to strona najbardziej przemyślana i zdecydowanie najbardziej satysfakcjonująca.

Skąd pomysł na blogowanie o geocachingu? Jeśli piszesz też o czymś innym – o czym i jak procentowo wypada geocaching vs reszta?

Mój poprzedni blog to było takie „mydło, widło i powidło”. W pewnym momencie dojrzałam do „specjalizacji” – wszak jak coś jest o wszystkim, to jest o niczym.
Lubię pisać, lubię fotografować, lubię nasze wyprawy geocachingowe, lubię poznawać nowe miejsca. Pomyślałam więc, że gdyby to wszystko połączyć, to wyszedłby oryginalny, choć zapewne bardzo niszowy blog. No i jest 😉
Czasami zahaczam też o inne tematy: spontanicznie promuję polskie marki, od wielkiego dzwonu pojawiają się wpisy inspirowane, czasami uleją mi się jakieś przemyślenia własne. Jednak geocaching stanowi tak na oko jakieś 80% wpisów.

W internecie jest kilka blogów geocachingowych. Wyróżnia Twój?

Fot.: arch. Verenne

Mój był pierwszy, hahaha 😉 Albo i nie 😉

A tak poważnie, to chcę pokazać, że aby zobaczyć coś ciekawego, niekoniecznie trzeba jechać daleko, czasem zaskoczyć może najbliższa okolica. A takie „smaczki” bardzo często odkrywamy dzięki geocachingowi. Właściwie to dzięki tej zabawie poznałam i polubiłam mój region, który wcześniej wydawał mi się nudny i nieciekawy.
Nasze trasy zawsze są do przejścia z dzieckiem, a dodatkowo na własnym przykładzie prezentujemy, że fajniej jest zabrać dziecko do lasu czy muzeum, niż spędzać niedzielę w galerii handlowej.

Czy ktoś Ci pomaga w prowadzeniu bloga? Jeśli tak – jaki jest podział ról.

Blog prowadzę sama, sama też zajmuję się jego stroną techniczną.

Jakie są Twoje wpisy? (długie, krótkie, robisz własne zdjęcia, czy filmy?

Nie lubię długich wywodów na blogach, dlatego staram się, aby moje notki nie były przegadane. Owszem, czasami trafi się temat, który nie sposób przedstawić w kilku zdaniach. Albo miejsce, które tak mnie urzeknie swoją historią, że nie potrafię potraktować jej po łebkach.
Zdjęcia robię sama, ewentualnie dziecko czasami dostaje w łapki aparat. Zdarza się także, że wrzucam filmy, które kręci i montuje mój mąż.

Jak odbierany jest Twój blog?

Dobre pytanie. Geokeszerzy to bardzo powściągliwi odbiorcy 😉 Wiem, że blog ma sporą oglądalność i grono powracających czytelników, ale z komentarzami jest tak sobie 😉 Jak już się pojawiają, to zdecydowanie pozytywne.

Jak – Twoim zdaniem – będzie wyglądał geocaching w Polsce w ciągu najbliższych pięciu lat?

Nie pamiętam czasów, gdy była to zabawa elitarna. Moim narzędziem do szukania keszy od zawsze jest smartfon – coś, co ma niemal każdy i co sprawiło, że geocaching trafił „pod strzechy”.
Podobno w Europie Zachodniej geocaching to zabawa dla emerytów. I chyba coś w tym jest, patrząc na niemieckich keszerów, których zdarzyło nam się spotkać 😉 Może i u nas zabawa pójdzie w tę stronę? Np. ja pewnie będę takim właśnie keszującym emerytem za ileś tam lat 😉
Marzy mi się też jak najmniej pojemników typu bardzo mikre mikro, ale tendencja jest chyba odwrotna. I z jednej strony wcale się nie dziwię, bo człowiek przygotowuje fajne pudełko, które ktoś dla zabawy niszczy albo okrada z fantów. I to jest smutne i zniechęcające niestety.
A tak naprawdę myślę, że niewiele się zmieni w ciągu paru najbliższych lat. Dobrze to czy źle? Nie wiem, ja bawię się nieźle i mam nadzieję, że tak zostanie.

Fot. arch. Verenne